Dr n. med. Ryszard Maranda - Specjalista Urolog

Gabinety urologiczne w Tuszynie i Łodzi

Centrum Urologii Maranda sp.j.

Tuszyn ul. Polna 16/20
(Na terenie Kliniki Inventiva - Tuszyn
telefon kontaktowy: 665 303 630
wtorek, środa i piątek: 15.30 - 19.00

Gabinet Urologiczny

Łódź ul. Brzechwy 7 A
(I piętro) na terenie Remed –Rehabilitacja sp. z.o.o
telefon kontaktowy: 665 303 630
poniedziałek, czwartek: 15.30 - 19.00

Konsultacje po uprzednim ustaleniu terminu wizyty
pod numerem tel. 665 303 630
od poniedziałku do piątku w godzinach 10.00 - 18.00

Anegdoty urologiczne

Email Drukuj

 

Przedmowa

Książka "Anegdoty urologoczne" Tuszynek 2001W związku z zainteresowaniem i przychylnością z jaką spotkała się książka „Urologia polska w anegdocie", wydanej dzięki pomocy firmy Yamanouchi, postanowiliśmy kontynuować tę pracę, uważając że stanowi ona nie tylko źródło poznania naszych kolegów, ale również pozwala poznać urologię od wesołej, a czasem swawolnej strony.

Niniejsze opracowanie przedstawia anegdotyczne zdarzenia, sytuacje i wypowiedzi zapamiętane przez autorów nadesłanych tekstów.

JLIB_HTML_CLOAKING

*****

Profesor Mazurek był recenzentem pracy habilitacyjnej obecnego profesora Borkowskiego. Gdy ten zgłosił się po odbiór recenzji, Profesor przywitał go słowami:
- Kolego, nie mogę dać panu dobrej recenzji.
Borkowski zamarł.
- Ona jest... excellent - mówi Profesor z rozbrajającym uśmiechem.

przekazała Zofia Salska

 

W klinice CMKP na Czerniakowskiej w Warszawie, operowano pacjenta, który był przedwojennym ułanem i tym się szczycił i chwalił w rozmowach z innymi. Po adenomektomii w drugiej dobie wypadł mu cewnik z pęcherza.
Postanowiono nie cewnikować pacjenta, tylko obserwować, oferując mu kaczkę do oddawania moczu.
- Jak Pan się czuje? pyta po kilku godzinach lekarz prowadzący.
- A jak ma się czuć ułan, którego przesadzili z konia na kaczkę, pada odpowiedź.

przekazali Tomasz Burzyński i Krzysztof Pastewka

 

Opowieść profesora Ludwika Mazurka:

W czasie zjazdu pulmonologów około 40 lat temu, trwała dyskusja na temat postępowania w jakiejś jednostce chorobowej. Wstał dr Roman Górecki (przyjaciel profesora) i powiedział, że już dwa lata temu Haberbusch  i Schiele jednoznacznie rozwiązali ten problem. Ponieważ nikt o nich nie słyszał i nikt nie chciał się do tego przyznać, dyskusja się skończyła. Profesor uśmiał się w duchu, ponieważ Haberbusch i Schiele byli to właściciele dużego browaru w Warszawie, przed II Wojną Światową.

przekazał Paweł Gołąbek

 

Dr Grzegorz Herlinger i Skarbek - Kiełczewski ze szpitala Bielańskiego w Warszawie, opowiadali mi zdarzenie, jakie miało miejsce w ich oddziale. Otóż przyjęli głuchoniemego pacjenta, z którym nijak nie szło się dogadać. Pół godziny zajęło im ustawienie pacjenta w pozycji kolankowo-łokciowej w celu badania per rectum. Efekt był taki, że potem za każdym razem, gdy obaj doktorzy pojawiali się w polu widzenia tego pacjenta, przyjmował on automatycznie pozycję kolankowo - łokciową.

przekazał Krzysztof Pastewka

 

Pacjent, emerytowany mecenas, po elektroresekcji przezcewkowej gruczolaka, wjeżdża na łóżku na salę pooperacyjną i nieco oszołomiony mówi:
- Jak to, ja zamawiałem pojedynczy numer, a tu widzę 3 łóżka.

przekazała Zofia Salska

 

Przez Oddział Urologii w Tuszynku ,,przewinęło się” wielu urologów. Jeden z nich w szczególny sposób upamiętnił swój pobyt. Już w czasie pierwszego dnia pobytu, asystując profesorowi Mazurkowi do operacji udzielał mu życzliwych rad.
Profesor zastanawia się głośno:
- Jak tu odtworzyć warstwy powłok po wielokrotnych operacjach?
- Pada podpowiedź:
- Panie profesorze – co za problem? Czerwone do czerwonego - białe do białego.
- Po zakończonej operacji dr Z.K., opierając rękę na ramieniu profesora stwierdził:
- Bardzo ładnie pan dzisiaj operował...
Pod koniec stażu Profesor udowodnił mu, że nie jest przygotowany i poradził odłożyć egzamin na rok. Kolega K. nie odważył się przystąpić do egzaminu w pierwszym terminie.

przekazał Paweł Wędzikowski

 

- Czy ma pan butelkę? Doktor Wędzikowski pyta pacjenta po zabiegu operacyjnym, mając na myśli butelkę z rurką, używaną dla lepszej wentylacji płuc.
- Już nie mam, odpowiada pacjent, dałem panu wczoraj.

przekazał Paweł Gołąbek

 

Czy jest Rejnus? pyta wchodzący na oddział pacjent.
- Nie ma, odpowiada Paweł Gołąbek
- A który dzisiaj jest? pyta niegrzecznie petent?
- 6 stycznia, odpowiada przytomnie lekarz.

przekazał Ryszard Maranda

 

W czasie radykalnej nephrectomii, prowadzący znieczulenie anastezjolog dr Grzegorz Kubiak zakomunikował operatorowi, że pacjent stracił bardzo dużo krwi i wymaga jej uzupełnienia. Operujący stwierdził, że na pewno to nie jest duża utrata, a jedynie zabarwiony mocz i płyn używany do płukania i nie trzeba choremu nic przetaczać. Zdenerwowany anastezjolog polecił pielęgniarce wysłanie płynu z ssaka do laboratorium i oznaczenie z niego hematokrytu. Okazało się, że to on miał rację...

przekazał Ryszard Maranda

W czasie jednego ze zjazdów Polskiego Towarzystwa Urologicznego, zasugerowałem profesorowi Borkowskiemu, możliwość uhonorowania Kliniki Urologii WAM, nagrodą za wdrożenie zbiegów laparoskopowych w urologii.
Profesor Borkowski stwierdził:
- Najlepiej sprzedaj jakiś czołg i przyznaj sobie nagrodę.

przekazał Eugeniusz Miękoś

 

Pewnego dnia, zimą, Dr Wędzikowski miał odwieźć profesora Ludwika Mazurka z pracy do domu. Ponieważ zamarzł zamek w drzwiach jego „małego fiata”, profesor kilkakrotnie, bezskutecznie próbował zamykać drzwi. Doktor Wędzikowski wysiadł z samochodu i z okrzykiem ,,Hua" (trenował wówczas tekuondo), tak mocno nimi trzasnął, że wyleciała boczna szyba, akurat na profesora (ten cały był w okruchach szkła). Następnego dnia profesor mówi:
- Wszystko rozumiem, ale dlaczego miałem pełno szkła w kalesonach?

przekazał Paweł Gołąbek

 

Jeden z asystentów kliniki, w czasie porannej odprawy, referuje profesorowi Jerominowi nowe przyjęcia chorych.
Profesor zaaferowany w tym momencie innymi sprawami, mówi w zamyśleniu.
- Ja nic nie rozumiem, ja nic z tego nie rozumiem - ani grosza, ani grosza...

przekazał Marek Rożniecki

 

Profesor Mazurek jest szykowany do operacji, ale ze względu na profilaktykę przeciwzakrzepową, obandażowano mu nogi.
Po wjeździe na salę operacyjną anestezjolog pyta.
- Dokąd ma pan zawinięte nogi?
- Do samego „końca”, odpowiada z uśmiechem profesor.

przekazał Ryszard Maranda

 

Kiedy w swoim oddziale zacząłem wykonywać 6 i 12 punktową biopsję podejrzanego gruczołu krokowego, zwróciłem się do przedstawiciela Kasy Chorych w celu renegocjacji kontraktu, gdyż koszt badania histopatologicznego w tym przypadku przekraczał sumę przyznaną przez Kasę Chorych.
Przedstawiciel Kasy (zresztą urolog) pyta:
- Panie profesorze, czy naprawdę musi pan wykonywać radykalną prostatektomię przy pomocy igły Tru-Cut?

przekazał Eugeniusz Miękoś

 

Profesor Mazurek mówi do doktora Rejnusa, po krwotoku z tętnicy nerkowej, uszkodzonej przez jednego z asystentów.
- Jak pan z durniem operuje, niech pan pamięta, niech pan uciśnie, a dureń niech trzyma.

przekazał Paweł Wędzikowski

 

Klinika urologii CMKP, lata siedemdziesiąte.

Profesor Tadeusz Krzeski podczas prezentacji zdjęć radiologicznych hospitalizowanego pacjenta, zainteresował się jego urografią sprzed wielu lat. Po pewnej chwili, z właściwą sobie porywczością, wybucha:
- A co to za cymbał wykonał taką operację?!
Na to dr Kalbarczyk wyciąga kartę informacyjną i spokojnie odpowiada:
- Tu, panie profesorze jest napisane, że operację wykonał doktor Krzeski.

przekazał Krzysztof Pastewka

 

Jeden z moich kolegów zwrócił się do swojego szefa z prośbą, aby ten pozwolił mu wykonać w ramach szkolenia do II stopnia specjalizacji, jakiś zabieg jelitowy.
Ten odpowiada:
- No cóż, kolego... może zrobi pan dywulsję.

przekazał Jarosław Lewandowski

 

Lata siedemdziesiąte.

Pełny socjalizm w toku. Klinika CMKP w Warszawie. Pracował w niej wówczas, słynący z szybkiego błyskotliwego dowcipu sytuacyjnego dr Wacław Kalbarczyk. Podczas odprawy profesor Mirosław Kazoń ma kłopoty techniczne z długopisem (nie może podpisać wypisu). Jakiś kolega podaje mu następny, który również jest niesprawny, ktoś inny proponuje pisak, który ma popsutą nakrętkę. Wówczas profesor, słynący z brania wszelkich win na siebie, mówi głośno:
- Co za dzień! Czego się nie dotknę, to popsuję!
Na to dr Kalbarczyk z drugiego rzędu:
- To może pan profesor by się tak do Partii zapisał?

przekazał Krzysztof Pastewka

 

Przy wypisie po adenomektomii pacjent zadaje szereg pytań wspomnianemu już doktorowi Kalbarczykowi, który słynął z błyskotliwego dowcipu.
- A mogę chodzić na spacery?
- Może pan.
- A mogę łowić ryby?
- Może pan.
- A co z obowiązkami małżeńskimi? pada pytanie lekko ściszonym głosem:
- A owszem: po zakupy i ze śmieciami może pan wychodzić, odpowiada
dr Kalbarczyk.

przekazał Krzysztof Pastewka

 

Na sympozjum w Szwecji, w czasie uroczystej kolacji podawano piwo. Kilku urologów wypiło po parę piw i stwierdziło, że jest bardzo słabe i nic nie czują. Postanowili, że kupią butelkę wina w pobliskim barze. Wybrali wino francuskie w oryginalnej butelce. Wino było dość drogie, ale jakież było ich rozczarowanie, gdy przy stoliku, degustując je, przeczytali na etykiecie.
- Zawartość alkoholu - 1,2%.

przekazał Paweł Gołąbek

 

Dr med. Jerzy Fryszman, ordynator oddziału urologii w Szpitalu Bielańskim poprosił profesora Wesołowskiego o wspólną operację u swego pacjenta. Operacja odbyła się w Klinice. Chodziło o obustronną kamicę nerki podkowiastej, z nawrotem i przepukliną pooperacyjną po jednej stronie – nerka nie była rozdzielona. Dr Fryszman radził usunąć ten nawrotowy kamień. Profesor rozdzielił nerkę podkowiastą, usunął oba kamienie i załatał przepuklinę. Po operacji dr Fryszman zwrócił się do profesora ze słowami:
- Przepraszam, że pan się tak musiał napracować.
Na to profesor spokojnie odpowiedział:
- To zawsze tak jest, jak dwóch mistrzów się zejdzie.

przekazał Mirosław Kazoń

 

Do koleżanki – urologa przyszedł pacjent.
Ona:
- Proszę pójść za parawan i przygotować się do badania, zsunąć spodnie etc.
On:
- Z przyjemnością, pani doktor.
Za chwilę lekarka wchodzi za parawan i widzi pacjenta nagiego, jak go Pan Bóg stworzył.
Ona:
- Proszę pana, to nie miało być do rosołu, tylko do badania. Proszę ponownie się ubrać i tylko zsunąć spodnie.
Za chwilę, zza parawanu głos:
O rety... Teraz się pani doktor... wzwodzę.

przekazała Irena Dobrzeniecka

Zdarzenie zasłyszane.


Profesor Kazoń lubił stawać za plecami asystentów, którzy wykonywali zabieg operacyjny i testować ich wiedzę z anatomii.
- Kolego, jaki tu nerw teraz powinniście oszczędzić?
Kolega operator nie wie.
- Ach, panowie! Wy wcale nie znacie anatomii.
Po kilku chwilach ciszy pada odpowiedź:
- Panie profesorze, to nie jest sztuka zoperować pacjenta, jak się zna anatomię. Sztuką jest zoperować pacjenta, jak się anatomii nie zna.

przekazał Krzysztof Pastewka

 

W czasie mojej pracy w Poradni „W" miałem kontakt z różnymi pacjentami i możność poznania nowego nazewnictwa ogólnie znanych narządów.
Pewnego razu trafił do mnie prosty człowiek. Od progu zażenowany gniótł czapkę.
Kiedy spytałem co mu dolega, wykrztusił:
- A bo ja mam panie doktorze ból w dupie i przyrządach...

przekazał Paweł Wędzikowski

 

Do doktora Pawła Wędzikowskiego podchodzi rano, przed odprawą, starsza pani i prosi o przyjęcie do szpitala.
Doktor Wędzikowski pyta, co jej dolega i na co choruje?
Na to ona:
- Jak to co? Pan doktor mnie nie pamięta? Przecież „leżałam pod panem” na 35 sali, trzy lata temu.

przekazał Ryszard Maranda

 

Blok operacyjny. Jednocześnie odbywały się 3 duże operacje urologiczne. Dr Salska wykonywała bardzo trudną operację onkologiczną. W tym samym czasie na drugiej sali zaistniały jakieś trudności, więc salowa wzywa „szefową” do tej operacji.
- Proszę przekazać dr Wędzikowskiemu „pieczątka specjalisty na czoło i niech sobie radzi sam”.
Nie mogę być jednocześnie przy dwóch operacjach, mówi zdenerwowana
dr Salska.
Dla rozładowania napiętej atmosfery stwierdziłem:
- Trzeba szefową sklonować i nie będzie takich problemów.

przekazał Ryszard Maranda

 

Do kolegi M.S. przychodzi 20 letni chory.
- Panie doktorze! Jestem chory! Mam krzywego...
- Proszę opuścić spodnie. To jest krzywy?!!! Żebyś pan widział mojego!

przekazał Julian Strzelczuk

 

Pewnego dnia zgłosił się pacjent, którego główną dolegliwością jak powiedział, były „bóle w czasie mracji". Zaczęłam zbierać dokładny wywiad odnośnie rodzaju pracy, jaką wykonuje (pracował w stoczni). Ponieważ długo nie mogłam zorientować się, o co chodzi i jaki związek ma charakter pracy z jego dolegliwościami, zniecierpliwiony pacjent sprecyzował.
- No, pani doktor – mam bóle w czasie, jak jestem z kobitą (czyli w czasie mracji).

przekazała Regina Rutkowska-Szostek

 

Historia miała miejsce w połowie lat siedemdziesiątych.
Studenckie koło naukowe przy Klinice Urologii AM w Poznaniu pojechało na letni obóz naukowy do Kołobrzegu. Tamże badaliśmy pracowników PPUR. Osobą kontaktową ze strony powyższej firmy był sympatyczny pan, o nazwisku Hul. Ponieważ miał problemy urologiczne, poinformowaliśmy go, że w przypadku nasilenia jego dolegliwości, ma zadzwonić do Kliniki do Poznania. I tak też się po pewnym czasie stało. Telefon odebrał Kierownik Kliniki, pan docent w obecności wielu osób. Ponieważ w tamtych czasach jakość połączeń telefonicznych była bardzo kiepska, to rozmowa od początku się nie kleiła.
- Kto mówi? (pan docent)
...trzeszczenie w słuchawce.
- Kto mówi ???
- Jaki Ch....??? Co pan sobie żarty stroi?

przekazał Antoni Sieradzki

 

II Zjazd Polskiego Towarzystwa Urologicznego – Warszawa, październik 1951 roku. W czasie swego wystąpienia profesor Wesołowski oświadczył:
- Rengenogramy, które przedstawiam, po prostu wykradłem z archiwum Zakładu Radiologii Instytutu Gruźlicy, przyczem prelegent skłonił się elegancko obecnej na sali pani profesor Misiewicz, dyrektorowi Instytutu Gruźlicy, przepraszając ją za ten fakt, dokonany w imię nauki.
Pamiętam komentarz profesora Traczyka – (byłem wówczas jego asytstentem), na odprawie w Klinice Urologii:
- Koledzy, docent Wesołowski zachował się niepoważnie...


przekazał Mirosław Kazoń

 

Doktor Andrzej Sadowski słynął z opieszałego wypisywania pacjentów. Któregoś dnia, podczas obchodu, pielęgniarka Oddziałowa próbuje zmobilizować doktora do szybszego wypisywania pacjentów.
- Panie doktorze, brakuje panu siły przebicia - takimi słowy zwraca mu uwagę.
- A wie pani, kto ma największą siłę przebicia? - odpowiada dr Sadowski.
- No kto? pyta zaciekawiona pielęgniarka.
- Baran, odpowiada doktor ze stoickim spokojem.

przekazał Krzysztof Pastewka

 

W czasie układania programu operacyjnego doktor Paweł Gołąbek pyta dr Salską:
- Czy możemy jutro zrobić tego Tura?
- Jaki TUR, Pawełku, jaki TUR? Przecież jutro już są dwie elektroresekcje przezcewkowe.
- Ale pan Tur (bo tak miał na nazwisko pacjent), ma mieć tylko cystoskopię i badanie oburęczne, wyjaśnia nieporozumienie dr Gołąbek.

przekazał Ryszard Maranda

 

Prof. Roger Couvelaire uważał, że bez znajomości francuskiego nie powinno się Francji odwiedzać. Pewnego dnia zjawił się w Klinice urolog japoński Takeshi Minami. W jego obecności profesor oznajmił obecnym, że Minami, wieczorem zatelefonował do niego i zapowiedział, że nie zna francuskiego. Profesor dodał: „uczyłem się całą noc japońskiego, ale się nie nauczyłem".

przekazał Jerzy Zieliński

 

Profesor Andrzej Borówka po objęciu kliniki CMKP na Czerniakowskiej w Warszawie zmobilizował zespół do intensywniejszej nauki języka angielskiego. Od tej pory w rozmowach częściej pojawiały się ,,keysy" (cases) zamiast przypadków i inne makaronizmy angloamerykańskie.
I oto taka sytuacja:
Przychodzi lekarka spoza oddziału i pyta doktora Pypno.
-  Wojtek, a kto ma dzisiaj dyżur na urologii?
- „Me" (Mi) odpowiada Wojtek, wskazując na siebie.
- „Ti”, ze zdziwieniem przyjmuje tę wiadomość starsza pani doktor.

przekazał Krzysztof Pastewka

 

Neurochirurg, Docent W., który trafił z zatrzymaniem moczu do naszego oddziału, po założeniu cewnika do pęcherza stwierdził:
- Zawsze uważałem, że najważniejszą funkcję u człowieka spełnia mózg, ale teraz myślę, że najważniejsza jest możliwość oddania moczu. Zatrzymanie moczu jest chyba gorsze od braku mózgu.

przekazał Ryszard Maranda

 

Dwóch Pawłów - jeden bardziej doświadczony Wędzikowski, drugi Paweł Gołąbek - robiło u chorego vasoligaturę. Pawełek (w odróżnieniu od starszego Pawła) szybko wykonał zabieg po swojej stronie, a Paweł Wędzikowski nie mógł sobie poradzić z odszukaniem nasieniowodu. Pawełek szybko wykonał vasoligaturę po drugiej stronie. Na to Paweł Wędzikowski stwierdził:
- Słuchaj, od dzisiaj to ja za tobą będę nosił teczki z kartami zleceń.

przekazała Zenia Lewandowska

 

Po znieczuleniu do elektroresekcji stercza, chory zanieczyścił się na fotelu ginekologicznym.
Wszystko zostało uprzątnięte i wymyte. Profesor Mazurek spodziewał się, że będzie można wykonać zabieg później. Idąc korytarzem zapytał stojącego w drzwiach sali endoskopowej pielęgniarza.
- Panie Edziu, czy chory ,,przestaje”...?
- Tylko wtedy jak się go podciera, odpowiada pielęgniarz.

przekazała Zenia Lewandowska

 

W 1957 roku odbywał się w Białymstoku Dzień Urologiczny organizowany przez dr Giedroycia-Jurahę.
Profesor Michałowski dotarł do Białegostoku po wielu perypetiach. Z Krakowa jechał 17 godzin. Upał, obrady, 3-godzinny obiad u państwa Giedroyciów. Marzymy z Modelskim, aby odpocząć. Profesor Michałowski jest w świetnej formie. Pod koniec obrad proponuje (t.zn. zarządza):
- Panowie, tu jest niedobry hotel, jedźmy więc zaraz po obradach do
Warszawy, do mojej siostry, która ma duże, chłodne mieszkanie, a jutro pojedziemy do Krakowa.
I pojechaliśmy. Jako najmłodszy i najmniej zmęczony prowadziłem DKW-kę do Warszawy. Nie zapomnę tego 180 km odcinka brukowanej, wyboistej drogi (nie było wtedy asfaltu). Na tym jednak nie skończyły się przygody. Po kolacji w Warszawie w godzinach 23-24, Michałowski chce jechać dalej do Krakowa.
- Taka piękna księżycowa noc – mówi, nie ma ruchu, jak miło będzie położyć się we własnym łóżku.
Pojechaliśmy. Prowadziliśmy z Modelskim na zmianę. Jakim cudem dojechaliśmy cało do Krakowa tego nie wiem, bo byliśmy nieludzko zmęczeni. Była niedziela, godzina 6-ta rano, kiedy żegnaliśmy się z profesorem pod jego domem. Wysiadając powiedział:
- Dziękuję za towarzystwo i szczęśliwą podróż. Jest teraz 6-ta, o 9-tej spotykamy się na normalnej wizycie w oddziale...
Taki był w pewnym okresie bezwzględny i niezniszczalny.

przekazał Jan Krakowski

 

W 1959 roku jechaliśmy z profesorem Michałowskim na wizytację oddziału urologicznego w Opolu, kierowanego wówczas przez dr Adolfa Warzeka i na egzamin specjalizacyjny jego asystentki dr Urszuli Andersz. Profesor Michałowski był wrogiem specjalizacji urologicznej dla kobiet.
W czasie podróży wielokrotnie wracał do tematu, że kobiety nie powinny być urologami. Odnosiło się wrażenie, że ma ochotę oblać biedną delikwentkę. Po przyjeździe do Opola dr Warzek zaproponował, aby najpierw odbył się egzamin praktyczny, a później teoretyczny. Do wyboru przedstawił profesorowi trzy przypadki: adenomektomię, ureterolithotomię oraz nephrektomię kamiczą. Profesor wybrał oczywiście nephrektomię. Podczas gdy biedna delikwentka przygotowywała się do zabiegu i rozpoczynała go, profesor pił herbatę (kawy nie pijał) w gabinecie ordynatora. Po jakimś czasie poszedł na salę operacyjną i zobaczył, że zabieg jest daleko zaawansowany, przebiega bardzo sprawnie, dr Andersz panuje całkowicie nad sytuacją, ma pełny przegląd pola operacyjnego i wcale nie zwraca uwagi na obecność profesora. Był tym tak zafascynowany, że pozostał na sali operacyjnej do końca zabiegu, a po jego zakończeniu podszedł do dr Andersz i powiedział:
- Gratuluję pani, jest pani urologiem. O ile pamiętam egzaminu teoretycznegonie było.
Po jakimś czasie dr Andersz została ordynatorem oddziału urologicznego bodajże w Słupsku.

przekazał Jan Krakowski

 

W roku 1957, zaraz po „odwilży”, kiedy były możliwe wyjazdy do Państw sąsiednich, Krakowskie Towarzystwo Lekarskie zorganizowało wycieczkę autobusem do Pragi W tej wycieczce wzięli również udział Państwo Michałowscy. Ja również byłem uczestnikiem tej wycieczki. Profesor Michałowski bardzo nie lubił przekraczać granicy. Był zawsze spięty i podenerwowany. I tym razem przestrzegał, aby nic z Czechosłowacji nie przywozić, „bo jak celnicy coś znajdą ta jak to będzie wyglądało”. Jadąc do Pragi, na granicy nie było żadnej kontroli, natomiast w drodze powrotnej, na Łysej Polanie, celnicy czescy poprosili do kontroli osobistej dwie osoby. Tymi osobami byli Państwo Michałowscy. Oczywiście nic przy sobie nie mieli. Profesor był tym tak zbulwersowany, że przyrzekał, iż nigdy już za granicę nie pojedzie. Oczywiście w przyszłości słowa nie dotrzymał.

przekazał Jan Krakowski

 

Podczas II Zjazdu Polskiego Towarzystwa Urologicznego w 1951 roku miała miejsce dyskusja między profesorem Zygmuntem Traczykiem, po jego referacie nt. Gruźlica narządów moczowych i płciowych oraz dane statystyczne dotyczące gruźlicy urogenitalnej w Polsce, a profesorem Stanisławem Laskownickim. Kontrowersja dotyczyła kwestii, czy zdrowa nerka może przez siebie ,,przepuszczać” prątki Kocha. Ostatecznym argumentem profesora Laskownickiego było ciśnięcie niedopałkiem papierosa o ścianę i wyjście z sali obrad (wtedy jeszcze można było palić papierosy na sali obrad).

przekazał Mirosław Kazoń

 


Profesor Zygmunt Traczyk nie uznawał przezpęcherzowej adenomektomii. Zamierzał wykonać 300 operacji Millina i przedstawić wyniki (zmarł przedwcześnie z powodu zatoru tętnicy płucnej po cholecystektomii 1.01.1953 roku, kiedy do planowanej liczby 300, brakowało kilkudziesięciu operacji). Wszyscy chorzy z łagodnym przerostem stercza, byli bezwzględnie operowani sposobem Millina. Pamiętam, że choremu, który przybył z przetoką nadłonową pęcherza moczowego, wytworzoną jako pierwszy etap adenomektomii, na polecenie profesora wygoiliśmy przetokę, po czym chory miał wykonaną operację Millina. Pamiętam również, że u chorego z krwotokiem z pęcherza, kiedy dla ratowania życia profesor otworzył pęcherz moczowy i stwierdził, że chodzi o krwotok z gruczolaka stercza – wykonał, bo musiał adenomektomię przezpęcherzową.

przekazał Mirosław Kazoń

 

Błyskotliwym dowcipem charakteryzował się dr med. Zbigniew Stanisław Lewicki, postać bardzo barwna. W czasie obrad dnia urologicznego w Poznaniu w 1953 roku obszerny referat nt. adenomektomii metodą Hryntschaka wygłosił profesor Laskownicki. Prelegent obszernie zapoznał zebranych z faktem, że obaj panowie Hryntschak i Laskownicki bardzo dobrze się znali, ba byli w przyjaźni, wreszcie, że Laskownicki najpewniej przewyższał Hryntschaka talentem i sprawnością operacyjną. Przewodniczący sesji dr med. Zbigniew Lewicki uznał w pewnym momencie, że profesor Laskownicki przekroczył czas swego wystąpienia i kiedy formalne znaki, że trzeba zejść z mównicy nie dały rezultatu – dr Lewicki stanąl na baczność i używając rodzinnego języka Hryntschaka, pełnym głosem zameldował:
- Jawohl, Herr Professor!
Profesor Laskownicki przerwał, uśmiechnął się i zszedł z katedry.

przekazał Mirosław Kazoń

 

Pamiętam wspólne operacje profesorów Nielubowicza i Wesołowskiego.
Profesor Nielubowicz rozpoczynając operację stwierdzał:
- Nie lubię operować przez dziurkę od klucza...
Profesor Wesołowski nie przepadał za wielkimi cięciami. Profesor Nielubowicz pocił się przy operacji, a kiedy wycierano mu czoło i zmieniano maskę, profesor Wesołowki pytał:
- Czy mogę Panie Profesorze?
Na odpowiedź twierdzącą, brał do ręki preparator lub nożyczki i wykonując kilka szybkich ruchów – „szedł do przodu”. Operował w sumie szybciej niż profesor Nielubowicz.

przekazał Mirosław Kazoń

 

Do profesora Wesołowskiego, przyjmującego w Poradni Profesorsko-Ordynatorskiej, na ulicy Waliców w Warszawie, przychodzi chory i mówi, że ten leczył go dwadzieścia lat wcześniej z powodu zwężenia cewki, a teraz chciałby znów być jego pacjentem. Pacjent dodaje, że leczył się ostatnio u doktora X i doktora Y, ale obaj panowie zmarli. Mówił też, że kiedy poszedł do Kliniki w celu uzyskania porady, lekarz, do którego się zwrócił, powiedział do niego:
- Wszyscy, którzy pana leczyli, szybko umierają. Niech pan jedzie do Wesołowskiego, on jest najstarszy.

przekazał Krzysztof Pastewka

 

Gdy byłem w maturalnej klasie, mój ojciec pozwolił mi przychodzić na salę operacyjną i przyglądać się operacjom. Kiedy po raz pierwszy znalazłem się w obliczu przeciętych naczyń, zrobiło mi się słabo, omal nie zemdlałem. Musiano mnie wyprowadzić z sali operacyjnej. Kiedy smutny i zawstydzony siedziałem w pokoju asystenckim, ojciec po skończeniu operacji przyszedł do mnie i powiedział:
- Nie martw się, największym chirurgom się to zdarzało na początku kariery, ale to nie wystarcza. Tylko niewielu z tych, którzy mdleli na sali operacyjnej, zostawało później wybitnymi chirurgami. Pamiętaj o tym!

przekazał Ludwik Jerzy Mazurek

 

Mój ojciec jako młody lekarz pracował w klinice profesora Jamesa Israela, znakomitego chirurga w Berlinie. Profesor miał wielu pacjentów, m.in. z Rosji. Pewnego razu ojciec mój wraz z synem profesora, także lekarzem, mieli asystować do operacji usunięcia kamienia z nerki pewnej kupcowej z Ukrainy. Ułożono chorą na boku, na stole operacyjnym, podano narkozę i asystenci czekali na profesora, który energicznie naciął skórę pod XII żebrem (tzw. cięcie Israela). W tym momencie Profesor zorientował się, że ułożono chorą na niewłaściwym boku. Profesor ze spokojem zaszył ranę skórną, polecił obrócić chorą na drugi bok i dalsza operacja przebiegła planowo. Chora zadowolona powróciła do domu, ale przed tym otrzymała rachunek, opiewający na dwie operacje nerkowe.

przekazał Ludwik Jerzy Mazurek

 

Pewnego dnia, gdy wróciłem z treningu pływackiego, zauważyłem, że w domu panuje napięta atmosfera. Po chwili milczenia mój ojciec wybuchnął:
- To skandal, dziś rano w radio podano wiadomość, że wczoraj wybitny pisarz Andrzej Strug był operowany przez takiego, a takiego urologa, ojca tego znanego pływaka (w tym czasie pływałem zawodniczo).
- To jest po prostu skandal! Ja ciężko pracuję, a on po prostu pływa.

przekazał Ludwik Jerzy Mazurek

 

Pewnego razu do gabinetu ojca przyszła pani z bukietem kwiatów i oświadczyła, że przed trzema miesiącami była ciężko chora i zawdzięcza życie i wyzdrowienie tylko mojemu ojcu. Przyszła ofiarować kwiaty. Ojciec przyznał, że nie przypomina sobie okoliczności, towarzyszących ówczesnej chorobie pacjentki. Na to owa pani, celem przypomnienia powiedziała:
- Przypomina sobie Pan doktor, że zaprosił pana na konsylium dr X, internista. Po zbadaniu mnie przeszliście do sąsiedniego pokoju na naradę. Przez uchylone drzwi słyszałam urywki rozmowy. W pewnej chwili Pan doktor powiedział niezrozumiałe słowo i natychmiast poczułam, że zdrowieję i będę żyć.
- Jakie to było słowo? spytał zaciekawiony mój ojciec.
- Było to słowo brzmiące obco, jakieś tam ,,moribunda'', które zapamiętałam na całe życie. Dziękuję raz jeszcze. (Dla młodszych kolegów wyjaśniamy, że moribundus, moribunda znaczy umierający).

przekazał Ludwik Jerzy Mazurek

 

Ojciec mój pracował jako asystent u profesora Herzena w Moskwie. Pewnego razu, profesor zabrał go, jako asystę do bogatej kupcowej, która była chora. Fronton domu był odmalowany na tę okazję, pokoje świeżo wymalowane. W sąsiadującym z sypialnią pokoju dwóch popów zanosiło modły, a sama chora, tęga młoda kobieta, leżała na łóżku wyraźnie cierpiąca. Profesor zbadał chorą, stwierdził, że przyczyną bólów jest wrastający paznokieć u dużego palca stopy. Zabieg usunięcia paznokcia przebiegł gładko i po paru minutach było już po wszystkim, a za trzymanie nogi pacjentki w czasie operacji, ojciec otrzymał w kopercie zapłatę, która wystarczyła na 6 miesięcy utrzymania naszej rodziny.

przekazał Ludwik Jerzy Mazurek

 

W 1947 roku, będąc jeszcze w wojsku, pojechałem z delegacją łódzkich włókniarzy (jako lekarz) do Jugosławii, bratniego kraju „demokracji ludowej". Po powrocie na zebraniu kadry oficerskiej Centralnego Szpitala Wojskowego w Łodzi podzieliłem się moimi wrażeniami z tego pięknego kraju. Zakończyłem mój wykład uwagą, że przykro było  na Istrii czytać na murach domów napisy „Viva Duce" przerobione na „Viva Tito". To przypominało czasy minionej wojny, okupacji hitlerowskiej i kult wodza. Po paru dniach dostałem wezwanie, abym zgłosił się następnego dnia do Komendantury Informacji Wojskowej . Rozumieliśmy, co to znaczyło w tych czasach. Rano, wychodząc z domu, pożegnałem się z żoną i dałem jej wskazówki, co ma robić, gdybym nie wrócił do wieczora. Po drodze do siedziby Informacji Wojskowej kupiłem poranną gazetę. Na pierwszej stronie, wielkimi literami uderzał tytuł: „Tito - pies łańcuchowy imperializmu". Oddałem wartownikowi wezwanie i usiadłem na wskazanym miejscu w poczekalni. Upływały godziny, a mną nikt się nie zainteresował. Po raz kolejny czytałem komunikat sekretariatu Kominternu, nie wierząc własnym oczom. Wreszcie pod koniec urzędowania otwarły się drzwi pokoju przesłuchań i jakiś oficer zapytał głośno: - Gdzie jest kapitan Mazurek? To wy? Jesteście wolny, zaszła pomyłka. Pomyślałem sobie, że Komintern w samą porę potępił marszałka Tito.

przekazał Ludwik Jerzy Mazurek

 

Pewnego ranka wstałem później, niż zwykle. Nie chcąc się spóźnić na ranną odprawę, musiałem jechać do Tuszynka szybciej, niż zwykle. Niestety, w tym czasie była przebudowywana szosa z Łodzi do Piotrkowa i miejscami były ustawione znaki ograniczające do 30 km/godz. szybkość jazdy. Aby zdążyć punktualnie na rozpoczęcie narady (czego pilnie przestrzegałem), jechałem bardzo szybko. Niestety, nie zauważyłem stojącego na poboczu samochodu ,,drogówki". Po paru minutach usłyszałem syrenę alarmową, auto milicji wyprzedziło mnie i dało znak zatrzymania się. Sierżant ,,drogówki" podszedł do mojego wozu czerwony ze złości i zdenerwowania. - Czy obywatel wie, że jechał 120 km/godz na odcinku ograniczenia szybkości? Ratując się z opresji, tłumaczyłem, że jestem lekarzem i wezwano mnie do nagłej operacji. - To możecie jechać, zobaczymy w szpitalu.
Ruszyłem, a za mną wóz drogówki. Z bijącym sercem podjechałem pod pawilon urologii, a za mną zatrzymał się wóz milicyjny. Przez szybę okna widziałem twarze zdenerwowanych pielęgniarek. Co było robić? Zrezygnowany, spodziewając się najgorszych konsekwencji, wszedłem do oddziału, a za mną jak cień szedł sierżant ,,drogówki" w czapce na głowie dla podkreślenia służbowej czynności. Na korytarzu kolega Bogdan Rosiak, znany wszystkim z błyskawicznych reakcji, woła - Panie profesorze, prędko, chory jest już na sali operacyjnej, wszystko przygotowane do operacji. Sierżant zdjął czapkę, przeprosił za zakłócenie przygotowań do pilnej operacji  i odjechał. Ale od tej chwili zawsze pamiętam, aby nie przekraczać dozwolonej prędkości, przynajmniej na szosie.

przekazał Ludwik Jerzy Mazurek

 

W tym samym dniu, ale jeszcze później, został zatrzymany na szosie lekarz, chirurg dr Lasociński, oczywiście za przekroczenie prędkości. Tłumaczył się wezwaniem do pilnej operacji w szpitalu w Tuszynku.
Sierżant ,,drogówki" tym razem nie uwierzył i stwierdził:
- Dobra, dobra, już tu jeden taki był, Mazurek się nazywał.


przekazał Lech Rejnus

 

W czasie kolejnego Zjazdu Polskiego Towarzystwa Urologicznego w Krakowie (był to rok 1956) miałem na zaproszenie profesora Michałowskiego wykonać pokazową operację plastyczną wysiłkowego nietrzymania moczu u kobiet we własnej modyfikacji. Byłem wtedy młodym docentem i powierzenie mi referatu programowego i operacji pokazowej uważałem za wielki, aczkolwiek stresujący zaszczyt.
Na sali operacyjnej zgromadziło się kilkunastu gości kongresowych, przyglądających się operacji. Po dwóch tygodniach telefonuje Profesor z Krakowa i mówi, że operowana chora czuje się wspaniale, mocz doskonale trzyma, natomiast siostra operacyjna się rozchorowała dlatego, że w zdenerwowaniu podała tacę, na której były niewygotowane narzędzia, a mimo to rana zagoiła się przez rychłozrost.
-  Mówiłem zawsze, że bakterii nie ma - tryumfująco powiedział Profesor.

przekazał Ludwik Jerzy Mazurek

 

W 1965 roku czterech asystentów zostało za granicą, a mimo to profesor Wesołowski wysłał mnie na dwa tygodnie do Berlina. Doszło do następującej rozmowy między Profesorem, a doktorem Zdzisławem Kuźnikiem:
Profesor:
- Kolego, ale czy dr Kazoń to wróci?
dr Kuźnik:
- Panie profesorze, dr Kazoń, gdyby został, to tylko przez roztargnienie.   
nadesłał Mirosław Kazoń
Podczas ogólnego obchodu, w czasie którego uczestniczyli między innymi profesor Krzeski, Borkowski i Borówka, jeden z pacjentów mówi:
- Patrzcie, idzie indyk z borówkami.

przekazał Andrzej Borkowski

 

Po zakończeniu zjazdu w Austrii Profesor Krzeski i ja wracaliśmy do kraju pociągiem. Były to lata grupowych wyjazdów handlowych Polaków do tego kraju, w związku z czym profesor Krzeski poprosił mnie o zarezerwowanie przedziału tylko dla nas. Udało mi się ,,przemówić'' do konduktora, który obiecał pomoc w tej sprawie. Niestety, jakie było nasze zaskoczenie, gdy w przedziale, który miał być pusty, zastaliśmy jakiegoś osobnika rasy żółtej. Profesor Krzeski był w złym humorze. Aby mnie jeszcze pognębić mówi, że ma butelkę dobrego koniaku, ale przy tym ,,żółtym'' nie wypada przecież pić. Zaproponowałem, aby go poczęstować, na co profesor przystał. Po wypiciu butelki poszliśmy spać. Obudziłem się w nocy, słysząc niemiłosierne chrapanie profesora. Chińczyk tłukł głową o ściany przedziału, nie mogąc usnąć w takim hałasie. Ja, zmęczony, ponownie zasnąłem. Następnego dnia, profesor rześki i wypoczęty, patrząc na wymęczonego, szarego z niewyspania Chińczyka mówi:
- Patrz Andrzej, jak ta żółta rasa źle toleruje alkohol.

przekazał Andrzej Borkowski

 

Hymn urologów

W moczu przegląda się cewnik na stałe,
a do niedawna nieźle siusiałem.
Płyń moczu plyń, diureza sprzyja,
niech cię prowadzi kaczora szyja.
W nas urologach nadzieja cała,
by mocz odpływał, potencja wzrastała.
Płyń moczu płyń, diureza sprzyja ...itd.

nadesłał Andrzej Musierowicz

 

Pewnego razu Profesor Antoni Szczerbo pozwolił mi wykonać obustronną orchidektomię u swojego pacjenta. Po kilku dniach zdałem mu relację z jego stanu i oznajmiłem, że pacjent wychodzi do domu. Rodzinę, która przyszła do niego z podziękowaniami, odesłał do mnie, a pacjentowi powiedział:
- Nu, ty nie mnie dziękuj, tylko temu młodemu doktorowi, bo jak ja by cię zoperował, to ty by jeszcze do domu nie poszedł.

nadesłał Tadeusz Sadowski

 

Pewnego razu udałem się do Kliniki Urologii w Warszawie, aby się spotkać z profesorem Wesołowskim.
Wchodząc, zapytałem pana obsługującego windę:
- Czy jest profesor Wesołowski?
- Nie ma, pada odpowiedź.
- A czy jest ktoś, kto go zastępuje?
- Nie ma nikogo - odpowiada.
- Jak to nikogo? pytam.
- Ano nikogo, bo pan profesor jest niezastąpiony

przekazał Janusz Darewicz

 

Profesor Mazurek, przeciwnik odtwarzania muzyki na bloku operacyjnym, słysząc głośne dźwięki, dobywające się z sali torakochirurgicznej, mówi do grupy lekarzy w pokoju rekreacyjnym:
- Kto to słyszał, tam się ważą losy chorego, a muzyka gra.
Jeden z chirurgów słyszący tę uwagę zauważył:
- Panie profesorze, cóż za różnica, czy się umiera w rytmie marsza żałobnego czy mazurka.

przekazała Zofia Salska

 

Profesor Antoni Szczerbo prowadzi poranną wizytę. Na jednej z sal pacjentka o niezbyt zadbanym uczesaniu, z nakrytą kocem głową, płacze. Profesor pyta, dlaczego chora płacze. Pielęgniarka informuje, że chora uważa, iż umrze. Na to profesor odpowiada swoim śpiewnym akcentem:
- Nu moja droga, ty się przejrzyj w lustrze.
Chora przestaje płakać i pyta:
- Ale po co?
- Po to, żebyś zobaczyła, jak wyglądasz, że jakby ciebie śmierć zobaczyła, to by wiała, gdzie pieprz rośnie.

nadesłał Tadeusz Sadowski

 

Profesor Antoni Szczerbo pyta pacjenta, który był chirurgiem, jak się czuje po wydaleniu kamienia z moczowodu. Chory zadowolony odpowiada:
-  Doskonale, Panie Profesorze, jedynie odczuwam jeszcze dziwny niepokój w końcu (chory miał na myśli ujście cewki moczowej).
Na co profesor:
-  Kolego, toż to nie zmartwienie, to się trzeba cieszyć, bo co ja bym dał za taki niepokój.

nadesłał Tadeusz Sadowski

 

Podczas operacji o spokojnym przebiegu, pani anestezjolog podparła głowę na obydwu dłoniach i czytała książkę. Profesor Antoni Szczerbo spojrzał na mnie i mówi:
- Kolego, uwijajmy się póki anestezjolodzy śpią, bo jak się zbudzą, to chory będzie się ruszał i czkał.

nadesłał Tadeusz Sadowski

 

Podczas wizyty chory skarży się profesorowi Antoniemu Szczerbie na ból jądra. Profesor chorego zbadał, nie stwierdził obiektywnej przyczyny bólu i odpowiada:
- Nu mój drogi, nie grzesz Bogu, ty by się ze mną na te jądra jeszcze nie zamienił.

nadesłał Tadeusz Sadowski

 

W latach 1985-88 pracowałem na kontrakcie w Libii. Byłem urologiem w szpitalu w mieście Sabratha. Inna cywilizacja, samotność, tęsknota i PROHIBICJA. Aby pokonać te niedogodności życia mieliśmy różne hobby np. podróże, wędkarstwo, gotowanie, ale duża część polskiego personelu medycznego produkowała różnymi metodami i w różnym stężeniu C2H5OH. Pewnego razu wyjechałem do miasta Misratha, oddalonego o 400 km. Zaproszono mnie do domu, w którym mieszkali trzej polscy lekarze z Białegostoku, w tym urolog (niestety, nie pamiętam nazwisk). Po przedstawieniu się usiedliśmy w pokoju gościnnym i zostałem poczęstowany ,,wysokiej jakości" drinkiem.

Z pomieszczenia tego widoczna była otwarta kuchnia, a w niej pracowała ,,lokomotywa", z której wykapywał bimber. Zaczęliśmy rozmawiać o warunkach życia w naszych miastach, pensjach, szpitalach i o urologii. W pewnym momencie gospodarz - urolog zapytał mnie, jaki mam sprzęt. Ja patrząc na otwartą kuchnię, odpowiedziałem:
- Kociołek mam taki sam, chłodnicę inaczej zbudowaną, odstojniki podobne
i rurki miedziane...
Na to on:
- Panie doktorze, ale ja pytam o sprzęt do endoskopii.

przekazał Janusz Nowak

 

Kilka lat temu w oddziale chirurgicznym w Tomaszowie Mazowieckim pracował chirurg dr Wróbel. Pewnego dnia został przyjęty do oddziału chory z przepukliną pachwinową, schodzącą do worka mosznowego. W czasie raportu przedstawiany jest wyżej wymieniony przypadek. Ordynator mówi, że przy takiej przepuklinie może zaistnieć konieczność usunięcia jądra. Młody chirurg, który przyjmował chorego, komentuje: 
- Nie będzie potrzeby, on ma jądra jak u wróbla.

nadesłał Krzysztof Dąbrowski

 

Profesor Mazurek w czasie ciężkiego zabiegu operacyjnego, po opanowaniu krwawienia, pyta prowadzącego znieczulenie młodego anestezjologa:
- Jak się czuje chory ?
Anastezjolog odpowiada:
- Nie mogę go zapytać, bo jest zaintubowany.

przekazała Zofia Salska

 

Kiedy asystent podczas operacji z profesorem Antonim Szczerbą nie nadążał ze swoimi hakami za jego skalpelem, ten miał zwyczaj stosować chwilowy bezruch, aby nagle wielkim głosem oznajmić:
- Hop, hop ja tu!

nadesłał Jerzy Zieliński

 

Klinika urologiczna prof. Emila Michałowskiego w Krakowie przy ulicy Grzegórzeckiej 18 sąsiadowała z Zakładem Fizjologii. Były tam stale niedożywione psy, wiecznie szczekające. Ktoś z Kliniki miał obowiązek je rano nakarmić. Jeżeli ze swego obowiązku się nie wywiązał, wypadał z kolejki do operacji i asyst.

nadesłał Jerzy Zieliński

 

Na jednym ze Zjazdów Urologicznych wystąpiła podczas bankietu striptizerka. Profesor Antoni Szczerbo miał wtedy ok. 65 lat. Zapytałem, jak mu się to podoba. Powiedział: 
- Wiecie kolego, wierzący jestem, ale nie praktykujący.

nadesłał  Jerzy Zieliński

 

Prof. Emil Michałowski był poliglotą. Kiedy przewodniczył podczas monachijskiego Zjazdu Europejskiego Towarzystwa Urologicznego, prowadził dyskusję w trzech językach angielskim - francuskim i niemieckim - zależnie od ojczystego języka dyskutanta.

nadesłał Jerzy Zieliński

 

Prof. Antoni Szczerbo miał w Katowicach najbardziej lakoniczny szyld:
Prof. dr med. A. Szczerbo.
Kiedy go zapytano, czy nie warto by dodać ,,urolog", powiedział:
- Jeżeli nie wie, że jestem urologiem, nie jest wart, żebym go leczył.

nadesłał Jerzy Zieliński

 

Raz podczas operacji nastąpił nagły krwotok i wywołał panikę. Kiedy to profesor Szczerbo zauważył, przycisnął krwawiące miejsce palcem i powiedział:
- Leje jak wół do karety, czym od razu rozładował nastrój.

nadesłał Jerzy Zieliński

 

Prof. Emil Michałowski był bardzo szorstki w rozmowie. Zapytany o przyczynę odpowiedział:
- Na pochyłe drzewo wszystkie kozy włażą.
Raz pielęgniarka, dająca wziewną narkozę, zgłosiła, że chora ma zimne czoło, na co profesor z miejsca odpowiedział:
- Nie szkodzi, za to d... gorąca.
Kiedyś we trójkę z moją matką wędrowaliśmy po Innsbrucku. Okazało się, że potrafi być w rozmowie wyjątkowo elegancki i cierpliwy.

nadesłał Jerzy Zieliński

 

Chirurg Prof. Józef Gasiński nie miał cierpliwości do wykładania. Wykład o złamaniach, nawiązujący do odpowiedniej planszy, trwał niespełna 5 minut.
Powiedział o rodzajach dyslokacji, ale po chwili zakończył, mówiąc:
- Złamanie, jak byk, nie ma o czym mówić, po czym pokazywał bez słowa chorych ze złamaniami, leżących w Klinice.
Jeżeli asystujący mu lekarz o coś zapytał, odpowiadał zwykle:
- Za dużo gadacie - przeczytajcie sobie z książeczki.

nadesłał Jerzy Zieliński

 

Dyżurnego kliniki, Prof. Józef Gasiński budził o 6 rano słowami:
- Długo jeszcze będziecie tak spali?
O godzinie 7 rano wyłapywał spóźnialskich pytaniem:
- „Co jest"? czym zupełnie zbijał ich z tropu. Ale kiedy mu raz na to powiedziałem
- „Tak jest", dał za wygraną i już więcej o nic nie pytał.
Uczniowie jego byli doskonałymi operatorami.

nadesłał Jerzy Zieliński

 

Znany urolog lwowski dr Mehrer, urodzony we Lwowie, otrzymał w biurze metrykalnym imiona cesarza: Franciszek, Józef.
W Austrii miał przywileje. W Polsce  - kpiny.

nadesłał Jerzy Zieliński

 

Prof. Emil Michałowski dzielił urologów na aktywnych operatorów i takich, którzy nie operowali i chorym zawsze odradzali operacje. Tych nazywał „urozofami". Zaliczał do nich także nefrologów i nie widział potrzeby konsultowania się z nimi. Jako najmądrzejszych internistów uważał anestezjologów. Internistów klinicznych wyśmiewał, że badają kwasy pietruszkowe, ale pożytku z nich chirurg mieć nie może.

nadesłał Jerzy Zieliński

 

Profesor Ludwik Mazurek miłośnik jazdy na nartach, w czasie zjazdu ze stoku Kasprowego zauważył grupkę ludzi, pochylających się nad kontuzjowanym narciarzem. Profesor podjeżdża, pytając:
- Przepraszam, jestem lekarzem, czy mogę w czymś pomóc?
Na to odzywają się zebrani wokół narciarza obserwatorzy:
- A my, to kto?

przekazał Lech Rejnus

 

Profesor Traczyk bardzo przestrzegał schludnego wyglądu lekarza i nigdy nie zdobył się na nieelegancki gest, np. nie widziałem, by w czasie obchodu obnażał chorego i badał go publicznie. (Zawsze badał na sali opatrunkowej). Otóż, może niechęć do nieeleganckich gestów spowodowała, że profesor Traczyk, gorący zwolennik adenomektomii Millina, prosił do każdej operacji o podparcie palcem od strony rectum. Pomocą służył mu w tym celu starszy felczer pan Antoni Kowalik, nazwany przez nas, asystentów Kliniki, po prostu asystentem analnym.
Charakterystyczne rozmowy między profesorem Traczykiem, a panem Kowalikiem w czasie operacji brzmiały mniej więcej tak:
- Panie starszy, czyj to palec?
- To pański palec, panie profesorze, a to mój.

nadesłał Mirosław Kazoń

 

Był rok 1950 lub 1951.  Złośliwa i upokarzająca społeczeństwo polskie cykliczna audycja radiowa pt. ,,Fala 49", była prowadzona przez elokwentnego spikera. Nazwisko jego stało się znane po jego nagłej śmierci (został zamordowany), a póki żył, nie wiadomo było, jak się ten spiker nazywa. Otóż, któregoś dnia po odprawie, profesor Traczyk był w doskonałym humorze i z nagła zapytał nas:
- Koledzy, jak się nazywa spiker Fali 49?
Nikt z nas nie wiedział. Profesor wyjaśnił:
- Phallus 49.

nadesłał Mirosław Kazoń

 

Znane były wypowiedzi profesora Stanisława Laskownickiego i jego opowiadania o zabiegach operacyjnych.
Np. obustronne obłuszczenie nerek w bezmoczu trwało w wykonaniu profesora 11 minut. Kiedy, jak opowiadał, w czasie operacji została uszkodzona aorta i wezwano profesora na salę operacyjną, opowiada:
- Widzę, krew zalała anestezjologa i lampę operacyjną. Jeden ruch ręką - zaciskam otwór w tętnicy, kilka szwów - chory uratowany.

nadesłał Mirosław Kazoń

 

W czasie obrad V Zjazdu PTU w Krakowie (IX 56), profesor Laskownicki szczegółowo omawiał przypadki guzów nerek przez siebie operowane. Tego dnia wielu referentów porównywało usunięte guzy nerek do różnych owoców, przedmiotów itp. Odnosiło się wrażenie, że profesorowi Laskownickiemu zabrakło jakby wzoru do porównania z usuniętym guzem nerki.
Z ust profesora padły słowa:
- Jakby tu państwu powiedzieć, usunięty przeze mnie guz był wielkości jądra małego słonia.
Odpowiedź dr Zbigniewa Lewickiego brzmiała:
- Wystąpienie pana profesora Laskownickiego jest zawsze dla nas nauką, ale teraz jesteśmy mu szczególnie wdzięczni, bo dowiedzieliśmy się nareszcie, jak wygląda naprawdę jądro małego słonia.

nadesłał Mirosław Kazoń

 

Grudzień 1970 rok. Budynek nowej Kliniki Urologii w Szpitalu przy ulicy Lindleya 4 stoi gotowy do przyjęcia pierwszych chorych. Nie pomogły protesty administracji Akademii Medycznej, której nie chciało się opracować problemu pt. ,,Nowa Klinika Urologii". Było tu i dużo zazdrości. Pamiętam słynną wypowiedź jednego z urzędników: ,,Tu, na mojej dłoni kaktus mi wyrośnie, jeżeli Wesołowski będzie miał nową Klinikę." Nowa Klinika, samodzielny, nowy, odrębny budynek daje do dzisiaj możliwości nieskrępowanego rozwoju, czego lokalizacja w molochu na Polu Mokotowskim, by nie mogła dać.
W grudniu 1970 roku prorektor Akademii Medycznej w Warszawie, kolega kursowy profesora Wesołowskiego - prof. Lucjan Stępień, neurochirurg, wzywa oficjalnie profesora Wesołowskiego do Rektoratu, aby mu zakomunikować, że parter nowego budynku Kliniki zajmie Klinika Chirurgii Szczękowej. Wesołowski nie wytrzymał i odparł: - Tak, jak jestem z chłopów, wezmę kłonicę, stanę u drzwi budynku i każdemu, chcącemu wejść i zabrać - dam w łeb.  Jednak przez dwa dni nie pozwolił do siebie do domu telefonować i nie pokazywał się w Klinice. Kliniki mu nie odebrano.

nadesłał  Mirosław Kazoń

 

Podczas egzaminu specjalizacyjnego (prostatektomii przezpęcherzowej), którą przeprowadzał dr Kluszczyński w asyście profesora Wesołowskiego, po wyłuszczeniu gruczolaka, profesor zastanawiał się, który płat jest prawy, a który lewy.
Dr Kluszczyński wyjął preparat z ręki profesora, odłożył pielęgniarce na tacę i powiedział:
- Panie profesorze, chory krwawi, najpierw loża do załatwienia.
Wszyscy zamarli, obawiając się reakcji profesora, który stwierdził:
- Tak kolego, ma pan rację.

przekazała Zofia Salska

 

Na sali opatrunkowej podczas opatrunku, robionego przez profesora Mazurka zasłabła pacjentka. Profesor wybiegł na korytarz i krzyknął:
- Natychmiast wezwać lekarza (mając na myśli anestezjologa)
Do tej pory zdarzenie to jest u nas przekazywane, jako anegdota.

przekazała Zofia Salska

 

Profesor Michałowski przychodził prawie w każdą niedzielę między godziną 9 - 10 do kliniki. Zazwyczaj nie robił wizyty, ale siedział w gabinecie i czytał piśmiennictwo urologiczne. Wszyscy musieliśmy być w klinice. Asystentom nie wypadało i nie wolno było wychodzić z kliniki przed profesorem. Kiedy nie wychodził po 12-tej, dzwoniliśmy do pani Michałowskiej o pomoc. Wtedy Ona dzwoniła do kliniki i mówiła:
- Milu, psy są niespokojne, trzeba je wyprowadzić... albo
- Suflety są na parze... to pomagało.

nadesłał Jan Krakowski

 

Pewien młody lekarz, kawaler, jeszcze ,,dziecko urologii", spożywał zasłużone śniadanie po ostrym dyżurze w gronie doborowych chirurgów szpitala im. N. Barlickiego. Jak zwykle w tamtych czasach jadano dobrze i obficie popijając mocną kawą. Nagle jakiś nieostrożny ruch i gorąca kawa wylała się między nogi lekarza, parząc go dotkliwie.
- Mój Boże! - zakrzyczał oparzony - Cóż ja biedny, dzisiaj w taki piękny sobotni wieczór pocznę?

nadesłał Leszek Jeromin

 

Pewnego dnia rano, roku 1968 w Klinice Urologii AM w Łodzi w szpitalu im. N. Barlickiego odbywała się operacja pewnego młodego Afrykanina mieszkającego i studiującego w Polsce. Ojciec pacjenta życzył sobie, aby syn jego poddał się rytualnemu obrzezaniu, co będzie odpowiednio nagrodzone wysokim spadkiem. W czasie operacji, którą wykonywał doc. Karol Stąpor, na salę wszedł dr Jurek Wiernicki. Zobaczył obnażone, czarne prącie ,,chorego", obłożone białymi serwetami i natychmiast skomentował:
-  Zgorzel prącia, co? A to się biedakowi przytrafiło...

nadesłał Leszek Jeromin

 

A.B. ordynator oddziału urologicznego szpitala im. Barlickiego w Łodzi usunął jądro u pacjenta, który zza zasłonki pyta:
- Panie doktorze, jak tam moje usunięte jądro?
- Ma pan szczęście, zdrowe jak rydz, odpowiada doktor.

przekazał Ludwik Jerzy Mazurek

 

W czasie obchodu profesor Mazurek pyta prowadzącego salę lekarza, czy jego pacjent, starszy, prosty człowiek z zapaleniem najądrza, ma ,,dolor".
Słysząc to staruszek szybko odpowiada:
- Ni mom dolorów, mom tylko złotówki.

przekazał Ryszard Maranda

 

Po kursie, organizowanym przez nasz oddział, salowa pokazała profesorowi Mazurkowi kilka pudeł z butelkami po alkoholu. Profesor wysłał list do profesora Krzeskiego ze skargą na asystentów. Przy najbliższym spotkaniu, zagadnięty o tę kwestię profesor Krzeski odpowiedział:
- Ludwik, przesadzasz, kiedy mają pić, jak będą starzy?
Asystentami tymi, byli obecni luminarze urologii polskiej.

przekazała Zofia Salska

 

Dawno temu, kiedy byłem jeszcze młodym asystentem, prowadziłem 3 sale. Zdarzyło się, że miałem pod swoją opieką trzydziestu kilku chorych, co zdecydowanie przekraczało moje możliwości. Przede wszystkim nie mogłem dać sobie rady z prowadzeniem dokumentacji lekarskiej. Pewnego razu pech chciał, że plik nieopisanych historii chorób wpadł w ręce profesora Mazurka. Pan profesor zabrał je do swojego gabinetu i chyba chciał mi zmyć głowę na gorąco, ale nie mógł mnie odnaleźć na terenie szpitala, w związku z tym odłożył sprawę do następnego dnia, po czym pojechał do domu. Od któregoś z życzliwych kolegów dowiedziałem się, jakie chmury zbierają się nad moją głową i po obiedzie wykradłem klucz od gabinetu Profesora i do późnego wieczora uzupełniałem brakujące dane, tak, że historie były ,,wylizane".

Następnego dnia spodziewałem się straszliwej awantury. Pan profesor zaraz po odprawie poprosił mnie do swojego gabinetu i zaczął w ojcowskim tonie, którym mnie zaskoczył: Pawełek, ja rozumiem, że pan ma dużo pracy, ale mógłby pan poświęcić trochę czasu na dokumentację. Weźmy pierwszą z brzegu historię choroby. Oczywiście ta pierwsza z brzegu, była egzemplarzem pokazowym, jak i wszystkie kolejne. Widziałem rosnące zdziwienie w oczach Profesora. Czy pan opisywał wczoraj te historie? Ja oczywiście mówię nie. Wtedy profesor nie wytrzymał i krzyknął - paszoł won i nie za to, że pan nie opisuje historii, tylko za to, że pan kłamie.

przekazał Paweł Wędzikowski

 

Na wykładzinie dywanowej, położonej na podłodze w gabinecie Profesora, została rozdeptana czarna kredka lub sadza. Odprawa lekarska. Pan profesor Ludwik Mazurek, zatroskany pyta oddziałową:
Pani Halino i co my zrobimy z tymi plamami?
- Jak to co? odpowiada oddziałowa, ,,ludwika", szmatę i po krzyku.

nadesłała Alicja Haraśna - Kayzer

 

Traf chciał, że do oddziału przybył pacjent o niecodziennym i szokującym nazwisku ,,Chujka". Imię natomiast miał nobliwe, nawet patrona - Św. Antoniego posiadał.
Jeden z lekarzy (Sławek G.), prowadzący chorego, był w kłopocie, nie wiedząc, jak się do pacjenta zwracać. Akurat pan profesor Mazurek, po powrocie z urlopu, postanowił poznać chorych i poprosił wszystkich lekarzy na odchód. Wchodzimy do sali prowadzonej przez Sławka G.
- Panie Antoni, jak się pan czuje? pyta lekarz. Panie Antoni, proszę przejść na salę endoskopową. Panie Antoni etc. etc...
Po wyjściu z sali chorych pan profesor pyta:
- Panie doktorze, czy to ktoś z pana rodziny, czy może znajomy? Skąd ta poufałość z pacjentem?
- A jak mam mówić, panie profesorze, odparł skonfundowany - panie Chujku?

nadesłała Alicja Haraśna -Kayzer

 

Będąc na zwolnieniu lekarskim, a nie posiadając telefonu w domu, przez kilka dni nie miałam możliwości przekazania informacji do oddziału, o przyczynie mojej nieobecności. Po powrocie do pracy, na odprawie, pan profesor Mazurek pyta:
- Pani Alu, co się z panią działo?
Byłam, niestety chora, odpowiedziałam.
Pan profesor w milczeniu otworzył szufladę, po czym wyjął z niej i położył z namaszczeniem na brzegu biurka monetę pięćdziesięciogroszową.
- Proszę, żeby pani miała następnym razem na telefon.

nadesłała Alicja Haraśna - Kayzer

 

Podczas szkolenia w ramach urologii, pod kierunkiem pana profesora Mazurka, otrzymałam do wykonania operację Hynesa Andersona. Ponieważ asystował mi kolega Kluszczyński pozwoliłam sobie zaznaczyć miejsce zespolenia moczowodu i miedniczki po innej stronie, niż to zwyczajowo robił profesor. Profesor przyszedł na salę operacyjną podczas resekcji miedniczki imoczowodu. Problem stanowiło podłużne rozcięcie moczowodu, które chciałam rozciąć na przeciwległej ścianie od wcześniej założonych lejcy. Profesor uważał, że rozcięcie powinno być przeprowadzone przy lejcach. Ponieważ boczną ścianę stanowiła przeciwległa ściana od lejcy, nie chciałam naciąć moczowodu w tym miejscu. Zirytowany Profesor powiedział, abym nacięła moczowód przy lejcach, na jego odpowiedzialność.
- Nawet na pana odpowiedzialność nie natnę, odpowiedziałam. Po tej wymianie zdań zostałam odesłana na miejsce asysty, a Profesor zdenerwowany wyszedł z bloku.
Po kilku minutach jeden z kolegów wchodzi na salę operacyjną i mówi:
- Wracaj na swoje miejsce, Zosina i kończ operację.
Po operacji na swoim biurku zastałam rysunek, wykonany własnoręcznie przez Profesora, przedstawiający schemat operacji. Profesor skwitował nasz spór, pytając mnie później:
- Pani Zofio, czy zna pani bajkę Mickiewicza ,,strzyżono - golono"?

przekazała Zofia Salska

 

Pewnego dnia wszedłem na salę, na której leżały dwie chore. Widząc naczynie wypełnione po brzegi moczem, pytam chorą, czy to jest mocz z dwóch dób. Jedna z chorych odpowiada:
- Nie, z jednej d..y.

przekazał Janusz Darewicz

 

Przed sesją plakatową, której przewodniczyłem na XXX Zjeździe w Łodzi, pytam docenta Marka Sosnowskiego.
- Czy jest gdzieś tutaj Bar?
Docent Sosnowski odpowiada:
- Zaraz ci pokażę bar dla VIP-ów.
- Ale mnie chodzi o docenta Bara, który współprzewodniczy ze mną w sesji.

przekazał Alojzy Witeska

 

Z opowieści prof. Ludwika Mazurka o profesorze Szczerbie. Wizyta ogólna w Klinice kierowanej przez prof. Szczerbę. Młody asystent omawia chorego i zapytuje Profesora, czy widzi wskazania do operacji. Na to profesor Szczerbo odpowiada po krótkim namyśle:
- Nu kolego, chłop krowu sprzedał...
Na kanwie tego dowcipu profesor Mazurek powiadał:
- Nu, kolego, chłop krowu ubił, wszyscy po drodze się pożywili, więc przyjechał leczyć się do Tuszynka.

przekazała Zofia Salska

 

Krótko po rozpoczęciu pracy w oddziale urologii w Tuszynku odbywał się Zjazd PTU w Łodzi (bodajże w 1971 lub 1972 roku), w którym brałam udział.
W nagłośnionym holu usłyszałam, że będzie wygłaszany referat z Tuszynka. Na to dwóch starszych (wówczas dla mnie) urologów stwierdziło:
- Trzeba posłuchać, bo produkują się ze stajni Mazurka.
Stwierdziłam wtedy, że chyba jednak warto ,,chodzić w takiej stajni" i nie żałowałam tego nigdy.

przekazała Zofia Salska

 

Ze wspomnień dr Zdzisława Kordona (byłego asystenta Oddziału Urologii w Tuszynku)
Profesor Ludwik Mazurek w przeszłości był bardzo surowym szefem, przestrzegającym dyscypliny pracy. Jedynie jeden asystent J. Wiernicki permanentnie się spóźniał. Pewnego dnia Profesor (jeszcze jako kierownik Katedry i Kliniki Urologii w Łodzi) po załatwieniu spraw w Rektoracie przyjechał do Kliniki później i zobaczył doktora Wiernickiego spieszącego do szpitala. Zatrzymał się przed drzwiami szpitala i wymownie spoglądał na zegarek. Na to dr Wiernicki powiedział:
- Cóż to, spóźniamy się do pracy, Panie Profesorze, spóźniamy?

przekazała Zofia Salska

 

Moja matka, przerażona wyborem przeze mnie specjalizacji z urologii, próbowała na mnie wpłynąć, mówiąc:
- Czy ty nie możesz wybrać sobie odpowiedniejszej dla kobiety specjalizacji, jak dermatologia, czy okulistyka, a nie chirurgię?
Odpowiedziałam, że to mnie nie interesuje, a w ogóle urologia to nie chirurgia.
Gdy moja matka przekonywała, że to bardzo ciężki zawód dla kobiety i może się okazać, że nie będę miała siły w przyszłości go wykonywać, usłyszała ode mnie:
- Nie martw się mamo, zawsze będę mogła w przyszłości jechać do Krynicy
i leczyć kamicę wodami pitnymi.

przekazała Zofia Salska

 

Egzamin praktyczny z urologii zdawałam w Klinice u profesora Jerzego Zielińskiego. Profesor asystował mi do operacji usunięcia nerki hypoplastycznej. Podczas operacji zgromadziło się duże audytorium od asystentów i adiunktów począwszy, a na docencie Czopiku skończywszy. Prawdopodobnie chcieli zobaczyć jak sobie radzą ze ,,stajni Mazurka" , do tego dziewczyna. Speszona powtarzałam sobie w duchu:
- Do roboty, nie takie nerki usuwałaś.
Po skończonej operacji docent Czopik poklepał mnie po ramieniu i powiedział:
- Brawo, nawet ,,stary" nie zdążył pani naprzeszkadzać.

przekazała Zofia Salska

 

Kilka lat temu zostałam zaproszona przez pana profesora Miękosia do Kliniki Urologii WAM, do wykonania pokazowej operacji wycięcia pęcherza moczowego i wytworzenia zastępczego pęcherza jelitowego sposobem Cameya II.
Po szczęśliwie zakończonej operacji profesor Miękoś westchnął:
- Tak bym chciał, żeby chory ,,poszedł dobrze", bo jest to pułkownik Wojska Polskiego.
Na to Paweł Wędzikowski, którego wzięłam do pomocy przy operacji, stwierdził:
- Panie Profesorze, czy nie było lepiej, wziąć na ,,pierwszy ogień" sierżanta?

przekazała Zofia Salska

 

Pewnego dnia, po przyjściu do pracy dowiedziałem się od lekarza dyżurnego, że pacjent, u którego dzień wcześniej wykonywałem TUR gruczolaka, miał założoną sondę żołądkową. W czasie obchodu zauważyłem, że zawartość worka, połączonego z sondą, jest krwista. Zareagowałem natychmiast. Zamówiłem choremu krew, zleciłem lód na brzuch i poprosiłem chirurga o konsultację.
Chirurg zbadał chorego, ze stoickim spokojem rozplątał poskręcane rurki, dochodzące do worków, oddzielając te z zawartością krwistego moczu z pęcherza od worka z zawartością prawidłowej treści żołądkowej i powiedział, że chory jest OK.

przekazał Ryszard Maranda

 

Chorego z kamieniem w moczowodzie poinformowano, że niemożliwe jest wykonanie zabiegu kruszenia kamienia metodą ESWL, ponieważ wyrostek żebrowy kręgu lędźwiowego zasłania kamień. Natomiast wielkość kamienia rokuje samoistne wydalenie złogu.
Chory zgłasza się ponownie po 2-tygodniach informując nas, że przed tygodniem zwrócił się z prośbą do chirurga o wycięcie wyrostka robaczkowego, gdyż to przeszkadza urologom w wykonaniu zabiegu ESWL. Jest już po operacji i prosi o zabieg kruszenia kamienia.

przekazał Tadeusz Sadowski

 

Profesor Witeska, jeszcze jako docent, dyżurował w szpitalu. W czasie jego odpoczynku, jeden z asystentów zniecierpliwiony bezczynnością docenta, przerwał mu drzemkę mówiąc, że kłębi się tłum pacjentów pod drzwiami.
Docent Witeska, otwierając jedno oko i przeciągając się stwierdza:
K... ta sława mnie zabija.

przekazał Krzysztof Pastewka

 

Profesor Antoni Szczerbo był wspaniałym chirurgiem o niespotykanym talencie manualnym, człowiek ciepły zarówno dla asystentów jak i chorych, z ogromnym poczuciem humoru. Pamiętam, kiedy po mojej pierwszej operacji gruczolaka stercza wszedłem do sekretariatu i Profesor zapytał mnie, jaki był przebieg operacji.
Dr Zwierzyński, asystujący wówczas przy tym zabiegu powiedział, że bardzo dobry.
Na to Profesor odparł z humorem:
- To znaczy, że ja już mogę iść na emeryturę.

przekazał Tadeusz Sadowski

 

W czasie bankietu na spotkaniu urologów wojskowych jeden z lekarzy, dr L. wzniósł toast na cześć organizatora słowami:
- Kiedy rodził się wspaniały malarz, przylatywała do niego muza i całowała go w ręce, życząc mu wspaniałych dzieł, kiedy rodził się wspaniały kompozytor muza całowała go w uszy, aby wspaniale słyszał dźwięki i komponował... Wtem się rozległ głos z sali
- W co cię pocałowała ta muza, że zostałeś urologiem.

przekazał Andrzej Menduś

 

Do jednego z urologów w sanatorium Krynickim przyszedł pacjent, który na pytanie o jego samopoczucie powiedział:
- Dobrze Panie Doktorze, ale po wodzie Zuber odbija mi się jajami. Czy tak ma być?
- Wolałbym, żeby się panu odbijało ustami, odpowiada doktor.

przekazał Jerzy Pasadyn

 

W czasie jednego ze spotkań urologicznych rozmowa zeszła na tematy damsko-męskie. Jeden z kolegów pyta pozostałych, ile mieli kobiet w swoim życiu?
Jeden z nich odpowiada, że trzydzieści, drugi - czterdzieści. Trzeci z nich mówi, że on miał sto dwadzieścia kobiet.
- Chyba policzyłeś razem z cystoskopiami, które zrobiłeś, odpowiada jeden z nich.

przekazał Jan Szymanowski

 

Pewnego dnia dr Wędzikowski operował młodą kobietę usuwając z jej pęcherza długopis. Pacjentka zażenowana, wyjaśniała po operacji, że została napadnięta i wówczas włożono jej długopis przez cewkę. Długopis ten następnego dnia zauważył dr Trondowski i kategorycznie zażądał zwrotu, jak mu się wydawało jego własności. Dr Wędzikowski poprosił, aby kolega potwierdził na piśmie, że długopis należy do niego i dopiero wtedy powiedział mu, skąd wyciągnął rzekomą zgubę.

przekazał Ryszard Maranda

 

W czasie jednego ze spotkań urologicznych przedstawiłem na przeźroczach materiały w języku francuskim. Przeprosiłem Pana Profesora Mazurka, prowadzącego wówczas sesję, oraz obecnych na sali słuchaczy, za obcojęzyczne teksty, na co Profesor powiedział:
- Niech Pan nie przeprasza, urolodzy nie czytają również polskich tekstów.

przekazał Jan Szymanowski

 

Pewnego dnia, gdy siedzieliśmy w gabinecie lekarskim, weszła żona jednego z pacjentów z pytaniem gdzie może zastać lekarza, który operował jej męża. Mówi, że chodzi jej o jakiegoś doktora Szkodzika. Mówimy, że pewnie chodzi o Profesora Szkodnego i pytamy jaki ma problem?
- Mąż czuje się dobrze, ale po operacji wciągnęło mu do brzucha...,,gwizdek".
Na to doktor Teneta kwituje:
- No, jak mu wciągnęło ,,gwizdek ", to chłop ma już przegwizdane.

przekazał Jan Myrta

 

Wiele lat temu Paweł Wędzikowski asystował profesorowi Mazurkowi podczas operacji. W pewnym momencie stwierdził:
- Panie profesorze, proszę chwilkę poczekać, tylko przełożę narzędzie w lewą rękę.
- W którą lewą, kolego, zapytał Profesor.

przekazał Lech Rejnus

 

W pierwszym miesiącu mojej pracy, Profesor Mazurek polecił mi zbadać pacjenta. Polecenie wykonałem bardzo dokładnie, a zdając relację z badania powiedziałem Profesorowi, że stwierdziłem u pacjenta niższe położenie jądra lewego w stosunku do prawego. Na to Profesor:
- A co to ma za znaczenie?
- Panie Profesorze, mówię, z literatury wynika, że taki stan jest spotykany u 75% zdrowych mężczyzn.
- Kolego, a czy mógłby mi pan powiedzieć, jak to się ma u mańkutów, pyta Profesor.

przekazał Paweł Wędzikowski

 

W czasie uroczystości osiemdziesięciolecia urodzin profesora Zielińskiego, obchodzonych uroczyście w Suchej Beskidzkiej, Profesor po otrzymaniu kwiatów powiedział:
- Kwiaty wręczano mi z różnych okazji, między innymi obrony doktoratu, habilitacji oraz po uzyskaniu tytułu profesora, ale po raz pierwszy otrzymuję kwiaty, tylko dlatego, że żyję.

przekazał Jan Myrta

 

Na sali endoskopowej w klinice katowickiej pracował bardzo konrowersyjny anestezjolog dr Janusz Makieło. Miał on częste spięcia z profesorem Szkodnym, ponieważ często zrzucał z zabiegu jego chorych. Pewnego dnia po dyskwalifikacji chorego, którego miał operować, Profesor mówi:
- Pan jesteś szczeniak, ja już byłem lekarzem jak pan koszulę w zębach nosił. Byłem w partyzantce, byłem ranny...ciągnie profesor.
- Nie wiedziałem, że pan walczył, odpowiada anestezjolog.
Profesor podnosi koszulę pokazując swoje blizny, na co doktor Makieło odpowiada:
- Faktycznie pan walczył. Niech się pan zapisze do ZBOWiD-u.

przekazał Jan Myrta

 

Ballada urologiczna

Sto złotych wziął, sto złotych wziął
Pan Doktor za swe czyny.
A ja i tak, a ja i tak
Nie mogę oddać uryny.
Pamiątkę mam, pamiątkę mam
Od kochanej dziewczyny.
A teraz cóż, zostały już
Tylko Pecera wyczyny.
Człowiek już wrak, a gruczolak
upośledza siusianie.
Pieniędzy brak, pieniędzy brak
i nie stać na rozszerzanie.
Bo żeby żyć, to trzeba szczyć
i cewkę kalibrować
A żeby szczyć, należy pić
Pijmy więc za urologa!

nadesłał Andrzej Musierowicz

O mnie Anegdoty urologiczne